JakubMałecki.pl

Wpis 96, “Koniec świata w obrazkach”

Najpierw jest początek, a potem jest koniec. Ta oczywistość w literaturze oczywistością wcale nie jest, bo chronologią powieściowych wydarzeń można się bawić jak klockami Lego – albo układa się z nich to, co się ułożyć powinno, albo kombinuje się i czasami wychodzi coś jeszcze lepszego. Robert Goolrick w swojej autobiograficznej powieści „Koniec świata w obrazkach” rozrywa chronologię własnego życia i tworzy nielinearną opowieść, która okazuje się bardziej spójna i logiczna niż wiele historii opowiedzianych zgodnie z czasowym porządkiem.

Cała recenzja na Onet.pl

Wpis 95, czyli nadmiłość półmężczyzny.

Cała historia rozgrywa się wśród rozmaitych dźwięków, stanowiących świat wrażliwego musico i warto podczas lektury puścić w tle choćby Te Deum Charpentiera, od którego w pewnym sensie zaczyna się wielka kariera bohatera „Dzwonów”. Dźwięki towarzyszą niemal każdemu zakrętowi akcji, pozostają także po lekturze, choć mi po zamknięciu książki przypomniały się też pozornie niezwiązane z powieścią słowa. Jeden z zapomnianych już prawie polskich pisarzy, żyjący w skrajnej nędzy Wiktor Żwikiewicz powiedział ostatnio w wywiadzie, że „nikt nie odnajdzie tylu smaków w najtańszym piwie jak ten, kto je pije raz na sześć miesięcy”.

Z bohaterem „Dzwonów” jest podobnie i wydaje mi się, że to w tym właśnie zawiera się siła tej opowieści.

Nikt nie pokocha bowiem tak bardzo jak ten, komu siłą odebrano prawo do miłości.

Całość tutaj.

Wpis 94, okładkowy.

Antologia “11 CIĘĆ”, o której parę dni temu wspomniałem, dorobiła się już okładki, na której odseparowana od reszty ciała kończyna została jeszcze na dodatek poddana próbie poszatkowania.

No i co zrobić.

Wpis 93, w którym mowa o jedenastu cięciach.

W zacnym gronie tekstów, które wypełzły spod klawiatur szacownych autorów bardziej lub mniej zawodowo  zajmujących się opisywaniem wymyślonych obrzydliwości i straszydeł znalazło się moje opowiadanie pod tytułem “Radość Hetmana”. Tekst z horrorem wspólnego ma niewiele, co nie przeszkodziło mu jednak znaleźć się w zapowiadanej przez wydawnictwo Replika antologii o wdzięcznym tytule “11 cięć”.

Trzeba przyznać, że towarzystwo nader godne uwagi: Masterton, Castle, Everson, Paliński, Orbitowski i inni.

Zainteresowanych uprasza się o zaglądanie w miejsce niniejsze.

A tak o książce pisze jej wydawca:

MASTERTON, ORBITOWSKI, CASTLE, PALIŃSKI, WILSON, MAŁECKI, NICHOLSON, ROSTOCKI, EVERSON, CICHOWLAS, SMITH zadadzą Wam…

„11 CIĘĆ”

Poszatkują wyobraźnię, zaszokują, rozbawią, skłonią do refleksji, a nader wszystko przerażą!

Jedenastu polskich i zagranicznych mistrzów horroru połączyło siły, w wyniku czego powstał zbiór opowiadań, jakiego jeszcze nie było! Nigdy wcześniej niepublikowane w Polsce, zróżnicowane tematycznie, historie spod znaku grozy. Niektóre otrzymały prestiżowe nagrody, inne zostały sfilmowane, jeszcze inne dopiero co wyszły spod piór swych twórców. Łączy je jedno: są ostre jak noże i potną każdego, kto je przeczyta!

Wpis 92, czyli sztuka wodzenia za nos.

“Podczas lektury ma się w ogóle wrażenie, że „Przezroczyste przedmioty” to przede wszystkim jedna wielka zabawa literaturą – może odrobinę zbyt wielka, ale za to fascynująca. Nabokov nie stawia w niej na ciągłość fabularną, ale przetyka kolejne krótkie rozdziały przez drobiazgi, przedmioty i chwile. Mistrzowski jest fragment z ołówkiem, historią składającego się nań drewna i grafitu i cudem powstrzymanym pragnieniem, by opowiedzieć z osobna losy każdej powstałej w trakcie temperowania strużyny. Doskonale obrazuje to cały zamysł pisarski „Przezroczystych przedmiotów”, ale i wielu innych książek autora „Ady” – nie chodzi tu o opowiedzenie konkretnej historii, ale o opowiedzenie jej w konkretny sposób. Literatura w rękach Nabokova nie jest więc narzędziem do opisu świata czy do prześwietlenia ludzkiego wnętrza, a stanowi cel sam w sobie. Stąd te wszystkie bezpośrednie zwroty do czytelnika, stąd zabawy słowem, roszady, nawiązania, ukryte znaczenia, symbolika imion i nazwisk, fałszywe tropy, a przede wszystkim, żarty. Niejednokrotnie podczas lektury „Przezroczystych przedmiotów” ma się silne wrażenie, że autor robi sobie z czytelników istne jaja, że znudzony sukcesem bada cierpliwość odbiorców i krytyków, serwując im dzieło kompletnie niezrozumiałe i pozbawione sensu (sam John Updike przyznał, że go nie rozumie), a zarazem, generując najróżniejsze interpretacje książki pisanej dla hecy, udowadnia wszelkiej krytyki bezcelowość.”

Cały felieton o “Przezroczystych przedmiotach” Nabokova na Onecie.

Wpis 91, o “Przenikaniach”.

W nowym numerze “kwartalnika dla zaawansowanych”, czyli Czasu Fantastyki, znajduje się ciekawy felieton Michała Cetnarowskiego pod tytułem “Przenikania”. W tekście autor analizuje trzy utwory: “Instytut” Jakuba Żulczyka, “Strażnika parku” Błażeja Dzikowskiego i mojego “Dżozefa”. Polecam.

Smutny wpis 90. Waldemar Baszanowski

Dziś nad ranem zmarł dwukrotny mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów Waldemar Baszanowski, o którym po raz pierwszy usłyszałem od babci i którego ośmieliłem się uczynić drugoplanowym bohaterem “Dżozefa”.

Baszanowski był najwybitniejszym polskim sztangistą, pięciokrotnym mistrzem świata i sześciokrotnym mistrzem Europy. Złote medale olimpijskie zdobył w Tokio (1964) i Meksyku (1968).

Według fachowego pisma “World Weightlifting”, był trzecim najlepszym sztangistą wszech czasów.

Wpis 89, o różnościach.

Od niedawna w sprzedaży znajduje się kolejny numer specjalnego wydania “Nowej Fantastyki”, w którym znajduje się bardzo dobre opowiadanie Blake’a Charltona, “Endosymbiont”, które miałem przyjemność tłumaczyć. Naprawdę polecam.

Skoro już polecam, to podwójnie: na Onecie można przeczytać moją recenzję książki “Vaclav i Lena” autorstwa Haley Tanner. Recenzja tutaj - tę książkę także warto przeczytać.

W sieci nadal raz po raz pojawiają się recenzje “Dżozefa”, ale ani mi w głowie męczyć nimi wszystkimi garstkę czytelników mojej strony. Od czasu do czasu wypada jednak coś z tego wrzucić, co niniejszym czynię:

nakanapie.pl:

Podsumowując, „Dżozef” to powieść niesamowita. Łącząca w sobie elementy fantastyki, realizmu magicznego i thrillera psychologicznego, wciąga nas bez reszty w swoje pachnące nowością karty. Po książkę naprawdę warto sięgnąć, choćby dla zaspokojenia własnej ciekawości i przekonania się czym też ten tytuł urzekł tak wielką grupę czytelników. Zapewniam was że się nie zawiedziecie. Grad emocji, wewnętrzne rozterki bohaterów i niezwykły pomysł na fabułę sprawią, iż wkrótce „Dżozef” stanie się dla was mile wspominanym tytułem.

polter.pl:

Proza poznaniaka urzekła mnie fascynującą kreacją przestrzeni miejskiej, pełnej legend i demonów oraz licznymi refleksjami, które autor ukrywa pomiędzy stekami przekleństw i uliczkami blokowisk. Dżozef jest kolejnym przykładem takiej właśnie literatury: poruszającej, mrocznej, poświęconej horrorom skrytym w urbanistycznych molochach.

Na koniec dwa słowa o tak zwanych sprawach warsztatowych: otóż od grudnia do lutego pisałem w dość szybkim tempie książkę o roboczym tytule 1,6689, która okazała się książką koszmarnie złą, toteż podjąłem trudną, choć nie pierwszą już tego rodzaju decyzję (wcześniej podobny finał spotkał trzy mikropowieści) o wywaleniu tekstu do kosza.

Od miesiąca w tempie żółwim piszę natomiast coś zupełnie innego i proszę o trzymanie kciuków za los tej klepaniny. Chciałbym, żeby nie podzieliła losu swojej poprzedniczki.

Wpis 88, o dwóch opowiadaniach.

W najnowszym numerze Nowej Fantastyki znajdują się dwa zagraniczne opowiadania, które miałem przyjemność tłumaczyć:

  • BOHATER – Karl Schroeder,
  • ŻYJĘ, KOCHAM CIĘ. DO ZOBACZENIA W RENO – Vylar Kaftan.

Drugie z nich nominowane jest do tegorocznej nagrody Nebula.

Miłej lektury życzę.

Wpis 87, o darmowym rozdziale książki.

Jeśli ktoś ma ochotę, albo zwyczajnie nudzi się w pracy tudzież w innym nieprzyjemnym miejscu, informuję, że w dziale Fragmenty wisi sobie wesoło pierwszy rozdział “Dżozefa”. Cała książka, oprócz wersji papierowej, dostępna jest też jako e-book.

Ewentualnym zainteresowanym życzę przyjemnej lektury.